Black Bazar

blackbazra

 

Alain Mabanckou znany jest polskim czytelnikom z poprzednich książek wydawanych przez wydawnictwo Karakter: African Psycho i Kielonka. I wszyscy którzy przeczytali którąkolwiek z tych pozycji wiedzą, czego można spodziewać się po jego najnowszym dziele. Nie takim może nowym, bo wydanym w Polsce już kilka miesięcy temu. Ale jak bardzo warto przypomnieć tę książkę o tak ponurej (a może nie?) porze roku! Także poprzednie powieści: niewiarygodnie zakręcone, nieraz deliryczne, pełne monologów ćwierć-szaleńców i nafaszerowane dialogami pomiędzy w-połowie-szaleńcami. Taki Kielonek – zwierzenia bywalca kongijskiego baru, który spisuje książkę w ramach swego rodzaju terapii. I co to jest za książka! Pełna przecinków, ale bez kropek. I taki jest cały Mabanckou. Oddaje głos człowiekowi na życiowym zakręcie. Przez chwilę łudzimy się, że poradzi on sobie ze wszystkim, ale nie – szybko zdajemy sobie sprawę, że nasze nawoływania nic nie dają, a główny bohater idzie się upić, po czym zwala całe swoje nieszczęście na resztę świata – głównie rząd i kobiety – i mówi, mówi, mówi. Gdy ktoś mu przerwie, możemy być pewni, że ten ktoś powie więcej i to z jeszcze bardziej profetycznym zacięciem. Nagle okazuje się, że siedzimy w jakimś rozhuśtanym domu wariatów. Co więcej, ściany domu wariatów zaczynają się w magiczny sposób rozszerzać, wariactwo wypływa na ulice, a może właśnie z owej ulicy do naszego baru (tj. domu wariatów) napływa i szalenie kolorowy sposób zaczyna nam wirować przed oczami. Mabanckou jest u siebie! I kiedy straciliśmy nadzieję, kiedy myślimy, że zgubieni jesteśmy pośród tych narzekań, tej jazdy wokół życia codziennego, mniejszej i większej polityki – przychodzi otrzeźwienie. Hej, przecież jesteśmy u siebie! Nie w kongijskim barze, ani – jak to w Black Bazar – w prowadzonym przez Araba barze na przedmieściach Paryża. Jesteśmy u siebie. To nasza kochana Europa, coraz bardziej multikulturowa, ale wciąż swojska!

 

 

 

Więc wszystko nie po kolei. Książka, o której tym razem, nazywa się właśnie Black Bazar i choć z początku wydaje się być groteskową opowieścią o problemach sercowych Zadkologa (dosłownie, główny bohater, koneser kobiecych pośladków), to szybko przeistacza się w ostrą satyrę na Francję za rządów Sarkozy’ego. I nie tylko Francję, bo dostaje się wszystkim – Francuzom, Arabom, białym-Czarnym i czarnym-Czarnym, mężczyznom, kobietom. Prozę Mabanckou warto śledzić teraz, bo jak tak dalej pójdzie, Nagrodę Akademii Goncourtów dostanie w ciągu najbliższych kilku lat.

 

 

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

 

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online