Dno oka

dnooka

Nike rozdane, znamy zwycięzcę. Smutku nie ma, rozruchów i zamieszek nie będzie, bo Marian Pilot napisał książkę naprawdę dobrą. A jednak nie o niej dziś będzie! Bo w rywalizacji o Nike mieliśmy swojego faworyta, po co to ukrywać, i kiedy wszyscy tylko Pióropusz i Pióropusz, my, niczego tej książce nie ujmując, chcielibyśmy się zająć książką zupełnie inną…

Wojciecha Nowickiego kojarzymy z pewnością, choć postać to wcale nie gwiazdorska, nie gwiazdorska nawet na taką skromną, literacką modłę, ani na żadną inną. A jednak kojarzymy, czasem może być i tak, że czytamy, a nie wiemy, że to Wojciech Nowicki, a i jak często opinie, o których mówimy, że „gdzieś je wyczytaliśmy” okazują się opiniami Nowickiego! Może być, że czytaliśmy w Gazecie Wyborczej, w stałej i owianej legendą rubryce, gdzie to zmaga się nasz bohater z krakowskimi i podkrakowskimi lokalami serwującymi jedzenie. A robi to w sposób tak specyficzny, że nie do podrobienia jest ta maniera, te gesty, jakie widzimy, jak on je wykonuje, kiedy my tylko o nich czytamy. Nie do podrobienia ta pasja (ograne słowo, jak na określenie pisania tak płomiennego, wręcz… zapalczywego pisania o jedzeniu). I to jest jedna strona Wojciecha Nowickiego, ładnie zresztą rozwinięta w wydanej jakiś czas temu książce „Stół jaki jest. Wokół kuchni w Polsce” (wyd. Muzeum Etnograficzne w Krakowie). Ale oprócz Nowickiego-smakosza, krytyka kulinarnego (znowu trochę chybiam z tymi określeniami, proszę mi wybaczyć), istnieje też strona druga: Wojciech Nowicki, miłośnik fotografii. Ale nie fotograf, czy coś takiego (choć jakieś tam ponoć zdjęcia robi), też nie teoretyk fotografii (choć historię i teorię fotografii ma widocznie w małym palcu). Ale właśnie miłośnik fotografii – zdawałoby się, że to jakoś „mniej” od zawodowego fotografa i dyplomowanego znawcy teorii. Ale to ograniczenie jest ograniczeniem świadomym, jest wyborem, może chwilowym, ja nie wiem. Właśnie ten odstęp, ta przestrzeń jaką zostawia sobie autor książki – niech padnie w końcu tytuł – Dno oka, jest ona niezbędna, aby na zdjęcia popatrzeć inaczej.

Styl, tak rozbuchany i zawadiacki, kiedy idzie o jedzenie, tutaj jest znacznie bardziej stonowany. Jest zupełnie odmienny, powolny. W pewnym sensie świąteczny. Dno oka wymaga od nas skupienia, wymaga woli czytania, patrzenia i widzenia – a każda z tych czynności to zupełnie inna galaktyka. Nie znaczy to, że z musu się to czyta i powoli. Wręcz przeciwnie, mimo wszystko czyta się Dno oka podejrzanie szybko. Wojciech Nowicki jest mistrzem stylu i tyle, czytając wszystko, co pisze, widzimy, że jeśli idzie o mowę naszą potoczną, ma on słuch absolutny, a pisze z taką swobodą, jakby nie przeczuwał nawet istnienia aktu werbalizacji.

I wreszcie: o czym jest ta książka? A o zdjęciach, starych, zapomnianych, często anonimowego autorstwa. Takich, które mamy na strychu, które kupić można pod Halą Targową, o których zwykliśmy mówić, że nic nie mówią. Nowicki przywraca tym swoim zdjęciom treść, więc fotografii niejako cały sens przywraca, nierzadko nadaje zupełnie inne znaczenie. W ślad za Didi-Hubermanem, pod rękę z Barthesem z jednej i z Sontag z drugiej strony wyruszamy ku znaczeniu, w celu związania lub ostatecznego rozdzielenia widzialnego od widzianego. Niezwykła przygoda godna najwyższych odznaczeń za wszystko, co powinna zawierać literatura.

 

Globus

 

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

 

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online