Dom żółwia. Zanzibar

okladka

okladka

Jak nazwać to, co pisze Małgorzata Szejnert? Najpierw nasuwa się na myśl słowo „reportaż”. I wtedy próbujemy porównać jej książki – Wyspa klucz, Czarny ogród – z innymi reportażami. Jak wychodzi? No nijak. Próbujemy szerzej: literatura faktu. Znacznie lepiej – nie zawęża spojrzenia. Ale to wciąż nie to. No bo ten Czarny ogród: niby historia o Nikiszowcu, o ludziach, oparta na faktach. Głównym bohaterem jest spółka węglowa – w jaki sposób o tym napisać? A dało się napisać! I to w jak fenomenalny sposób, wiemy, czytaliśmy. Wyspa klucz z kolei – zupełnie inny zakątek świata (Ellis Island, brama do Ameryki, lepszego świata), ale styl autorki sprawiał, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z pewnym powtórzeniem – miejsce złączone z ludźmi, obramowane konkretną historią. Pojawiały się głosy, że Małgorzata Szejnert pisze to samo, tylko na temat innego rejonu i powstały jednocześnie obawy – jaka będzie jej następna książka?

I w końcu mamy okazję się przekonać. W ubiegłym tygodniu ukazała się długo oczekiwana nowa książka Małgorzaty Szejnert, Dom żółwia. Zanzibar. Przypomnijmy – jednej ze współzałożycielek Gazety Wyborczej, gdzie przez 15 lat prowadziła dział reportażu. Doświadczenie więc wielkie, tym bardziej, że to wokół Gazety Wyborczej tworzyło się coś, co coraz śmielej zwie się dzisiaj „polską szkołą reportażu”. Styl autorki znają wszyscy choć trochę zainteresowani literaturą faktu. I wszyscy są zgodni – jest to styl oszczędny, pozbawiony patosu, nie uciekający się do tanich chwytów, szczegółowy, ale nie gubiący tempa. I dalej: rzeczowy, ale współodczuwający, nie spoufalający się jednak ani z nami, ani z bohaterami jej książek. Tu nic się nie zmienia, Dom żółwia czytałoby się doskonale, nawet gdyby była to książka o metodach zmiękczania kości w paleolicie.

Ale jest to książka o Zanzibarze, wyspie zwanej przez miejscowych Ungui. Coraz więc dalej wędruje autorka, myślimy. O ile na początku możemy być zdziwieni (bo co nas może zająć w Zanzibarze?), o tyle po pierwszym rozdziale szybko nabieramy pewności – znów jesteśmy w miejscu kluczowym. Kluczowym dla świata, więc i również dla nas – dla handlu, dla rozwoju naszej nowoczesnej cywilizacji. Ale nie w oczywisty sposób, raczej poprzez wiele ścieżek, które do nas docierają, ale same nie pamiętają już swojego początku. W ogóle nieoczywistość, jakieś wyparcie tamtego zakątka świata (jak i wielu innych) – to jest to, co fascynuje autorkę. I oczywiście losy ludzi, a pojawiają się tu ich dziesiątki. Szejnert przywraca miejsca ludziom, a ludziom – pustym nazwiskom – przywraca historię. Sięgamy do geograficzno-historycznej podświadomości współczesnego człowieka i z zapartym tchem uzupełniamy luki w naszej wiedzy.

Wszystko składa się na niepowtarzalną tkankę, ni to reportaż, ni to niespieszną opowieść uważnego obserwatora. Utkana z rzeczywistych historii książka zaczyna zmieniać się w opowieść metafizyczną i jakkolwiek banalnie to brzmi – jest nią. Bo to wszystko, to jedynie teoria, tekst o innym tekście. Nie do obliczenia jest natomiast przyjemność czerpana z czytania jesienią historii Livingstone’a i całego szeregu niesamowitych postaci, jakie przez Dom żółwia się przetaczają.

Globus

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online