Fragmenty Marilyn Monroe

 

Z Marilyn Monroe jest trochę jak z The Beatles. Nie wiadomo, od której strony ją ugryźć, bo poziomów interpretacji jest multum. Wszystko, co z Marilyn związane, jest ikoniczne, każda jej strona zdaje się być już dobrze znana. Jako symbol jest być może zbyt przytłaczająca i właśnie jako symbol stworzyła własne widmo, które już zawsze będzie osłaniać prawdziwą osobę. Kto krył się za tą słodką, nieco przerysowaną, ale wciąż seksowną pozą? Ktoś powie: wrażliwa osoba. No oczywiście, wiemy! Inni dodadzą: świadoma aktorka. Jasne, to nigdy nie ulegało wątpliwości. A kto powie: zagubiona, wystraszona i zdradzona – kobieta? Ktoś na pewno, ale tu już odklejamy się od warstwy symbolicznej. Kto powie w końcu: miłośniczka literatury i obrazów Goi? Po przeczytaniu książki Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy na pewno więcej osób, niż dotychczas.

 

Goya, przypomnijmy sobie jego prace. Naładowane napięciem, pełne dynamizmu, który paradoksalnie bierze się z bezruchu, z zamarcia, zastygnięcia. I teraz pomyślmy – ikona seksu, blondynka, często wcielająca się w role kobiet słodkich i trochę nieporadnych – staje, ale staje naprawdę ona i patrzy na te ciemne obrazy. Musiało się dziać w takich chwilach coś niezwykłego, jakieś dotkliwe ukłucie, przez które przechodziła nić porozumienia. Jakkolwiek w życiu pięknej blondynki dziać się mogło wiele, tak w środku panowała statyczność – paradoks – burzliwa. Nie jest więc Marilyn tak popkulturowa, jak ją widzimy. Marilyn, która istnieje dla nas, nigdy nie będzie Marilyn, która cierpiała kolejne miłosne zawody. Co musiała czuć osoba, która przypadkowo stała się pierwszym popowym eksperymentem na taką skalę? Nawet jej samotność jest już w jakiś sposób klasyczna – jak wiele gwiazd powtórzyło ten przykry schemat?

 

Ale właśnie nie poprzez te klisze należy patrzeć na Marilyn. Ba, zrezygnujmy z pseudonimu i nazwijmy ją prawdziwym imieniem i nazwiskiem: Norma Jeane Mortenson. Odsłania się zupełnie inna osoba. A teraz weźmy do ręki wydane przez Wydawnictwo Literackie Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy i patrzmy jak Norma tak naprawdę nigdy nie zamienia się w swoje widmo, nawet na chwilę. Notatki pochodzą z okresu 1943-1962, więc tak naprawdę obejmują wszystko, co najważniejsze. Już cztery lata przed śmiercią pisze: Widzę się teraz w lustrze, mam zmarszczone brwi – jeśli się przybliżę, zobaczę to, czego nie chcę widzieć – smutek, rozczarowanie, moje zmętniałe oczy, policzki zaczerwienione od naczynek, które wyglądają jak rzeki na mapie – włosy opadające jak węże. To nie są słowa osoby, która chwilowo ma zły humor i nie może sobie z nim poradzić, to żaden „gorszy dzień”. Ta książka przesiąknięta jest gorzką prawdziwością.

 

Goya rzadko malował horyzont, zwykle ginął on gdzieś w ciemnościach, przez co patrząc na jego obrazy nigdy nie wiemy, czy przestrzeń, w jakiej umieszczał swoich bohaterów jest mała, czy wręcz przeciwnie – jest to jakiś rozległy pejzaż. Podobnie z Marilyn Monroe. Jej osoba, skrajnie „światowa” (w nowym stylu) zawsze zawiera w sobie nutkę głębokiego introwertyzmu. I to chyba największa wartość Marilyn Monroe, kobiety i symbolu.

 

Globus

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

rmf

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online