Sezon maczet

 

Ile to już książek powstało na temat ludobójstwa i wojny domowej w Rwandzie! Pisząc z pamięci – w ciągu ostatnich kilku lat przetoczyło się przez polskie księgarnie około siedmiu takich pozycji. Jedne lepsze, drugie gorsze, każda ważna. Ostatecznie siedem książek to nie kilkaset, a w takiej ilości liczyć możemy książki o Holokauście. I niech nikt nie oburza się za bardzo na to porównanie – w obu wypadkach mówimy o mordach dokonanych na milionach ludzi, o ludobójstwie mającym na celu zlikwidowanie całej grupy etnicznej. Pierwsza zbrodnia miała miejsce głównie tu, w Polsce, a ta druga w Rwandzie, którą z marszu mało kto byłby w stanie pokazać na mapie. Prawda, to wszystko prawda! Ale tu chodzi o coś innego, o fundamentalną zmianę, jaka zaszła we współczesnym świecie. Jeśli nasze ubrania produkowane są w Bangladeszu, a nasze telefony w Korei, to nie możemy wybiórczo. To znaczy… właściwie możemy. Możemy przymknąć oko i nie interesować się „tymi bezsensownymi afrykańskimi wojnami”. Ale coś nam jednak mówi, że powinniśmy. Tym bardziej, że to niejako „my” wywołaliśmy ten konflikt.

 

Biały człowiek jako trzeci element, biały człowiek jako element zapalny – w poprzednich książkach Jeana Hatzfelda, w Nagości życia i Strategii antylop słuchaliśmy rozmów reportera z Tutsi i Hutu, czytaliśmy wstrząsające opisy o nieustannych ucieczkach, całych dniach nieustannego biegania, o kompletnie bezsensownych i brutalnych mordach i okaleczeniach. Taka relacja, choć wartościowa (jak każde świadectwo tragedii), mogła zostać spisana przez każdego lepszego reportera. Hatzfeld idzie jednak o krok dalej, ale robi to delikatnie – nawet nie wiemy, w którym momencie orientujemy się, co jest prawdziwą przyczyna konfliktu. A jest nią „czynnik”, który podzielił, by rządzić. Kto – patrz wyżej.

 

Poprzednie książki Francuza były odpowiednio pierwsza i trzecią częścią trylogii. Dziś dostajemy do rąk Sezon maczet – chronologicznie środkową część. I razem z nią zyskujemy możliwość pełnego wglądu w tego, co Hatzfeld miał do powiedzenia w temacie dramatu w Rwandzie. I znowu brniemy przez opisy wstrząsających relacji pełnych gonitw, ukrywania się, nieludzkich mordów. Czy znajdujemy odpowiedź na to, co właściwie miało miejsce? Poniekąd. Czy zrozumiemy istotę konfliktu? Możliwe. Pogodzimy się z tym, że coś takiego miało miejsce? Nie sądzę. I na pewno nie zapomnimy. Tak więc świadectwo przynosi rezultat.

 

Globus

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online