Spowiedź

spowiedz

 

Książka, o której będzie mowa wydana była w Polsce już kilka razy. Jej nakład jednak zawsze szybko się wyczerpywał. Obecne wydanie Spowiedzi Calka Perechodnika wydawca (Ośrodek Karta) numeruje jako trzecie. I dziękujmy wydawnictwu za wznowienie tego dzieła.

Żeby jakoś ugryźć tę tematykę potrzebny będzie pewien rozbieg. Tu podporą niech będzie wydana jakiś czas temu książka Flagi nad Gettem Mosze Arensa. A zaczniemy od powstania warszawskiego i bądźmy czujni, o którym powstaniu akurat piszę. Ten problem rodzi wyjątkową chwilę, kiedy dwa słowa, synonimy oddalają się od siebie, nabierają kolorów, a nasze zdanie celując w oba naraz chybia i dopiero chybiając zaczyna mieć znaczenie. Spór konsekwencje powstania warszawskiego jest zupełnie innym sporem, niż ten o jego rezultaty (nie mówiąc już o zasadniczej relacji przyczyny-rezultaty). Drobnostka, ale sprawia, że chęć posiadania zdania w końcu zaczyna blednąć. Nie oceniając więc w żaden sposób powstania, które się odbyło, porównajmy je z powstaniem, które się tak jakby się nie odbyło. Oba miały miejsce w tym samym mieście. Dlaczego śmiem pisać, że powstanie w getcie warszawskim tak jakby się nie odbyło? Otóż nie odbyło się ono w głowie Calka Perechodnika, nie wiedział o nim, spodziewał się go najmniej na świecie. Razem z nim nie wiedziało o powstaniu miliony Żydów w całej Polsce, nie spodziewali się go, podobnie jak nie spodziewali się żadnych innych buntów. No dobrze, Perechodnik dowiedział się o tym wydarzeniu w pewnym momencie, ale do tego czasu zdążył napisać wiele stron swojej przerażającej Spowiedzi. Maria Janion w książce Bohater, spisek, śmierć przytacza rozwiązanie tajemniczej dedykacji, widniejącej na pierwszej stronie Spowiedzi (w tym wydaniu tajemnica jest brutalnie odczarowana – Zbigniew Gluza już w krótkim wstępie bez ceregieli i odniesienia do kontekstu wszystko wyjawia). Otwierające książkę „S.N., P.P., T.Ż.”, które wcześniej wzrok omijał (bo co mogą znaczyć dla nas inicjały?) oznacza… sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej, tchórzostwu żydowskiemu. To pierwsze nie wzburza, to drugie, miejmy nadzieję, że również. Ale trzecie: tchórzostwo żydowskie. Pisze to Żyd, pisze w samym środku zagłady! Zupełnie inna perspektywa. Ale nie oswajajmy się z nią za bardzo, Perechodnik ma pełne prawo do samooskarżenia i do oskarżenia swojego narodu. Co więcej, wysunięcie tego oskarżenia jednocześnie go rozgrzesza. Jak cała książka, być może jedna z najważniejszych w dziejach. Mocne słowa? Wcale nie.

I jest to właśnie zapis historii człowieka, który (oprócz, oczywiście, cierpień zadawanych przez Niemców i Polaków) dławi się brakiem podpory ze strony swoich, który nie może znieść bierności tysięcy prowadzonych na rzeź, w tym bierności swojej. Perechodnik oskarża naród żydowski o to, że sam się zabija, jest skrajnie bezlitosny w osądach i trudno mu się dziwić, kiedy pomyślimy o tym, co przeżył. Napisałem: pomyślimy o tym, co przeżył? Bzdura, w tym wypadku wyobrażenie sobie, to nie jest forma, to nie jest kategoria, która może przywołać cokolwiek, nijak ma się do doświadczenia. Wieść o wybuchu powstania w getcie warszawskim przynosi Perechodnikowi odrobinę ulgi, ale już nie dumy – na to jest za późno. Perechodnik stopniowo unicestwia się niczym Jean Genet pod piórem Sartre’a. Próbuje znaleźć człowieka w jego własnej odwrotności, chociaż wie, że ta operacja na zawsze oddala go od siebie samego. Wysuwa nam więc przed oczy jedynie swoją reprezentację, a ta czyni go świętym.

 

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

logormf

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online