Zbyt wiele szczęścia

Nawet jeśli wiemy o tym kraju znacznie więcej, Kanada, podobnie jak Islandia, kojarzy nam się w pierwszej kolejności z chłodem. Nie przytłaczającym mrozem, ale właśnie chłodem. Idąc dalej, nasze skojarzenia nie muszą się już tak bardzo zbiegać, ale prawdopodobne, że myślimy o dużych przestrzeniach. Zostańmy przy chłodzie – wyobraźmy sobie dzieło, które powstaje w takiej właśnie atmosferze: muzyka, film, literatura. To nie musi być dojmujące zimno, nie musi być nawet obecne bezpośrednio. Ale jego widmo unosi się nad twórcą i nad odbiorcą. Mała gęstość zaludnienia prowokuje do bliższego spotkania siebie i osoby, która akurat jest obok. Północ zawsze kojarzyć się nam będzie z cichą medytacją prowadzoną w głębi nas. Chłód i spokój wymagają prostej, oszczędnej formy i właśnie taka potrafi wycisnąć ze wszystkiego istotę. Potrzeba tylko dobrej ręki i dobrego pióra.

Kanadyjska pisarka Alice Munro uhonorowana została dwa lata temu prestiżową nagrodą Man Booker Prize, a obecnie wymieniana jest jako kandydatka do literackiej Nagrody Nobla. Czy trzeba jeszcze jakieś gwarancji jakości?
W 2009 roku mieliśmy okazję poznać zbiór opowiadań spiętych pod wspólnym tytułem Uciekinierka. Już wtedy wyraźnie czuć było, że coś jest na rzeczy – trudno znaleźć we współczesnej prozie tak duże natężenie prawdziwych emocji. Jednak polscy odbiorcy zignorowali jedną z ciekawszych pozycji tamtego roku i książka została niezauważona. Bywa i tak.

Od kilku miesięcy mamy jednak okazję udowodnić sobie, że co się odwlecze, to nie uciecze – i raz jeszcze chwycić za opowiadania Munro. Wydawnictwo Literackie przybliża nam Zbyt wiele szczęścia, kolejny zbiór pełen niewiarygodnie dobrych krótkich form prozatorskich. I co można powiedzieć? Tym razem przegapienie kanadyjskiej pisarki byłoby już nietaktem. Emocjonalne torpedy, opowiadania, które wbijają się do głowy, żeby długo nie dać nam spokoju. Myślę tu o odpowiednikach i przypomina to trochę opowiadania Tabucchiego. Ten sam rodzaj skondensowania uczuć, tak samo podejście do bohaterów – absolutne zrozumienie nawet najbardziej zawikłanych osobowości. Wreszcie – podobne operowanie minorowym nastrojem, w ten sposób, żeby nie przygnębiał.

Podczas gdy jednak Tabucchi jest na wskroś męski, Munro interesuje się kobietami. I pozornie takie są jej opowiadania – szczerze kobiece. Nie naiwne – choć udają, że chcą takie być – pełne kokieterii, ale podszytej goryczą, często głębokim zawodem. Niejasności jest tu więcej niż rzeczy, o których możemy powiedzieć, że znamy je rozumiemy. Czytając Zbyt wiele szczęścia sami musimy łączyć niedopowiedzenia i nikt nie obiecuje rozwiązania, nikt nam niczego nie podpowie. Jeśli nie znamy się choć trochę na ludziach proza ta będzie dla nas zaszyfrowanym ciągiem dziwnych wydarzeń. A jeśli w ludzi nie wierzymy – będzie to dla nas lekcja pokory i człowieczeństwa.

Nie jest to jednak proza wyłącznie dla kobiet – choć te najpewniej zrozumieją ją najgłębiej. To zwyczajnie wielka literatura i kropka.

***

Patronat radiowy nad księgarnią sprawuje:

Zostaw komentarz

Twojego e-maila nigdy nikt nie zobaczy. Pola oznaczane gwiazdką * należy wypełnić obowiązkowo.

Znajdź nas w Google+

 

 

 

 

Zakupy w Internecie

10% Rabatu

na wszystko


Jesteśmy także na Allegro

 

 

Allegro & Sklep online